Produkujemy iluzję bez szans na to, by się spełniły, a jednak oddychamy każdą.
Chcemy się mylić, by stłumić własne serce.
Całą czułość, uwielbienie, bulimiczne serce zwraca na posadzkę.
Sama sobie oprawcą, mordercą, katem.

W krwi kałuży się odbijam ja.
Jeszcze nie zdążyłam zrobić z Tobą wszystkich tych rzeczy w swoim umyśle, a już jesteś niedostępny.
Subiektywne poczucie beznadziejności i bezcelowości dalszego życia, a przerwanie go może stanowić jedyne rozwiązanie, przyniesie ulgę w cierpieniu.
Rzucić się na łóżko i bezkarnie wyć do bladego świtu.
Tak pięknie na mnie patrzysz z ekranu komputera. Tak delikatnie odbijasz się w moich oczach pełnych uwielbienia.
Nie pytaj mnie jaki jestem naprawdę, jaki naprawdę jestem nie wiem nawet sam.
Mieliśmy trzy języki, dwa własne, jeden wspólny, lecz obcy.